Blog > Komentarze do wpisu

Czego spróbować w Bieszczadach




kwiaty

 

 

 

 

 

 

 

kwiaty

 

 

 

 

 

 

 

Oto opowieść o bieszczadzkich smakach, możesz ją przeżyć razem ze mną, a gdy poczujesz się głodny ( a wiem, ze tak się stanie) nie wahaj się zaplanować wycieczki w Podkarpackie lub... weź udział w moim konkursie :)

Poniżej prezentuję wam prawie 30 dań, które odkryłam na zaledwie 3 dniowym wyjeździe. Ostatnim mocnym wyzwaniem kulinarnym dla mnie, było zjedzenie świeżej ostrygi.

Podważenie muszli specjalnym nożykiem, odcięcie jeszcze żyjącej ostrygi i przełamanie się by ją połknąć.

O czym wtedy myślałam? Na pewno o tym czy dam radę, czy się nie zadławię, czy mam ja połknąć w całości czy może lepiej pogryźć i jak do cholery to może smakować?

Przy bieszczadzkim wyzwaniu ciągle prześladowała mnie jedna myśl: czy gdy spróbuje jeszcze odrobinki tego, dla mnie nowego, czego koniecznie chcę spróbować i doświadczyć to nie pęknę :)

 

 

 

 

 

 

W województwie podkarpackim na kulinarnych smakoszy czekają aż trzy trasy kulinarne, które wchodzą w skład szlaku kulinarnego Podkarpackie Smaki(www.podkarpackiesmaki.pl).

Swoją wędrówkę kulinarnym szlakiem zaczęliśmy na Bachórzu w bardzo klimatycznej Karczmie pod semaforem.

Próbowaliśmy tam słynnych proziaków czyli czegoś a la bułeczek z mąki pszennej na kefirze z dodatkiem sody (po bieszczadzku prozy) pieczonych na blasze pieca.

W tamtych regionach stanowiło to tradycyjne, szybkie pieczywo kiedy zabrakło chleba na zakwasie (pieczonego w dużych ilościach raz w tygodniu najczęściej w soboty).

Proziaki są naprawdę pyszne, próbowałam w wersji i ze słodkimi dodatkami i ze słonymi, jednak najlepiej smakują posmarowane świeżym masłem czosnkowym.

W Karczmie pod semaforem mieliśmy też okazję na specjalne życzenie wziąć udział w mini warsztatach kulinarnych prowadzonych przez panią kucharkę gospody i nauczyć się jak bułeczki przygotować (przepis na blogu!)

 

 

proziaki

 

 

 

 

Uwielbiam sery więc nie mogłam odmówić sobie spróbowania lokalnego sera góralskiego (coś typu oscypek) panierowanego i smażonego na oleju – pyszne!

 

 panierowany ser typu oscypek

 

 

 

 

Kwasówka – zupa z kapusty kiszonej na wywarze warzywnym z suszonymi grzybami, ziemniakami i tu ciekawostka – z dodatkiem kaszy jęczmiennej drobnej.

 

kwasówka

 

 

 

 

 

Czulent – od piątku do niedzieli można spróbować tu tradycyjnego dania żydowskiego z kaszy pęczak, wołowiny i fasoli czerwonej, z cebulką i sporą ilością przypraw.

 

czulent

 

 

 

 

pierogi z kaszą gryczaną i mięsem

 

 

Po raz pierwszy i z ogromną przyjemnością próbowałam regionalnych pierogów kresowych z nadzieniem z kaszy gryczanej i grzybów (do tej pory znałam tylko wersje z kaszy gryczanej i twarogu z cebulką) oraz pierogów z młodą kapustą i twarogiem – PYSZNE!

 

 

pierogi z młoda kapustą

 

 

 

 

Kolejnym miejscem na kulinarnym szlaku Podkarpacie Smaki, które odwiedziliśmy była Karczma Jadło Karpackie w Sanoku gdzie można spróbować dań tradycyjnej kuchni pogórza: łemkowskiej, bojkowskiej, żydowskiej, polskiej.

 

 

 

Zupa zalewajka na maślance, przygotowana na wywarze warzywnym z dodatkiem kminku a podawana z gałką ziemniaków – bardzo dobra!

 

 

zalewajka na maślance

 

 

 

 

Stolniki – gołąbki z nadzieniem ziemniaczanym ( z tartych ziemniaków) opiekane w piekarniku i podawane ze smażoną cebulką.

 

 

stolniki podkarpackie gołąbki

 

 

 

Zupa czanachy (ukraińska) – z kilku rodzajów fasoli, z wieprzowiną, ziemniakami, zgęszczona zasmażką, doprawiona na ostro – bardzo sycąca.

 

zupa czanachy

 

 

Hreczanyky – kotlety mielone z kaszą gryczaną podawane w towarzystwie sosu pieczarkowego (ich proces tworzenia jest bardzo interesujący. Jak zdradziła nam przemiła właścicielka lokalu – kaszę gryczaną wrzuca się na gorący olej, dodaje jajka a potem zalewa wszystko wodą i dodaje duszony czosnek. Kiedy w ten sposób kasza ugotuje się na miękko, łączy się ją z mielonym mięsem wieprzowym i formuje kotlety).

 

hreczanyky

 

 

Chlipce – makaron z mięsem mielonym zapieczony w formie chleba

 

chlipce

 

 

 

Fasola po żydowsku – fasola gotowana z czosnkiem i podawana z natką pietruszki i roztopionym masłem.

 

fasola po żydowsku

 

 

 

Fuczki – placki z kapusty kiszonej ( kiszoną kapustę gotuje się na miękko, doprawia, sieka i miesza z ciastem naleśnikowym smażąc racuchy – swoja drogą ja robię czasami takie na przednówku, ale używam do tego surowej kapusty kiszonej – przepis tutaj).

 

fudzki

 

 

 

 

 

Kolejnym miejscem w którym odkrywaliśmy smaki podgórza była Szymkówka – Gospodarstwo Agroturystyczne w Cisnej.

 

Pan Krzysztof Antoniszak pokazywał nam jak przygotować „cegłę” czyli danie z warzyw (ziemniaki, por, seler, marchew, pietruszka) z wieprzowiną w przyprawach i ziołach (bez soli!) zapiekane w naczyniu Bojkowskim czyli glinianej misie tzw cegle.

 

 

cegła

 

 

 

 

Nie zabrakło tez innych regionalnych dań:

Kiełbasa z fasoli – danie kuchni bojkowskiej – może być przygotowywana w wersji wege na bazie samej doprawionej fasoli lub w wersji mięsnej z boczkiem wieprzowym.

 

kiełbasa z fasoli

 

 

Zupa cierpiasz – jak twierdzi Pan Krzysztof, to zupa z tego co akurat mamy w ogródku plus świeże borowiki (jedzona szczególnie często przez ludność tamtych regionów w sezonie, kiedy grzybów pod dostatkiem), zabielona kwaśnym mlekiem i „zaciągnięta” mąką żytnią.

 

zupa cierpiarz

 

 

 

Kiszony bundz kozi – pyszny!

 

ser kozi marynowany

 

 

Baranina duszona – pierwszy raz jadłam baraninę, ale sporo o niej słyszałam, choćby od mojego dziadka, który twierdził że to trudne do obróbki mięso, na którym trzeba się znać i wiedzieć jak je wybrać a potem jak przyrządzić, by nie było twarde i „żylaste” a przede wszystkim nie „śmierdzące” - ta baranina była fenomenalna – rozpływała się w  ustach i niesamowicie odchodziła od kości.

 

baranina

 

 

 

W Wetlinie w Chacie Wędrowca można spróbować naleśnik Gigant z jagodami i śmietaną (certyfikowany jako Bieszczadzki Produkt Lokalny).

Jest to raczej racuch niż naleśnik bo smażony w głębokim tłuszczu, ale jego wielkość jest naprawdę gigantyczna i średnio głodna osoba nie da rady zjeść nawet połowy (jak dobrze, że zamówiliśmy wtedy jeden na czworo :)

 

 

nalesnik gigant z jagodami

 

 

 

 

 

 

 

Kuchnia beskidzka to również kuchnia myśliwska, której w najlepszym wydaniu możemy spróbować w Wilczej Jamie w Smolniku.

 

Carpaccio z polędwicy sarny

carpacio z polędwicy sarny

 

 

 

 

 

Rosół z bażanta – delikatny, bardzo dobry

 

rosół z bażanta

 

 

 

 

 

Pieczeń z dzika

 

pieczeń z dzika

 

 

 

 

 

 

W Kawiarni Młyn w Ustrzykach Dolnych zjadłam za to potrawę, która najbardziej podbiła moje serce podczas całej wyprawy szlakiem kulinarnym za sprawą dania o nazwie Klepak (danie z XVI wiecznym rodowodem), którym są kluseczki kładzione z płatków owsianych podawane z twarogiem, przesmażoną cebulą i skwarkami – genialne! (odtwarzałam je już w domu z pysznym rezultatem, tutaj przepis)

 

 

klepak

 

 

 

 

 

W młynie próbowałam tez zupy o nazwie Kisełycia – to żur karpacki  na wywarze warzywnym ze skwarkami, z zakwasem z kapusty kiszonej, podbity mąką pszenną, podawany z osobno ugotowanymi ziemniakami z omastą.

 

 

kiselycia

 

 

 

 

 

 

 

Zwieńczeniem szklaku kulinarnego Podkarpackie Smaki, po próbowaniu tradycyjnej kuchni wiejskiej i myśliwskiej była regionalna kuchnia dworska w Dworze Kombornia.

 

 

 

 

Grasica z prażonymi jabłkami i sola morską 

 

grasica

 

 

 

Krem ziemniaczany z jagnięcymi ravioli i oliwa truflową

 

krem ziemniaczany

 

 

 

 

 

 

Smażone filety z dorady przekładane pastą oliwkowo pomidorową podane z pomarańczową kaszą kuskus i oliwa cytrynową

 

dorada

 

 

 

Ragout bananowe z miętą w cieście filo z musem melonowym.

 

deser

 

 

 

 

W dworze Kombornia jest też Salon Win Podkarpackich, umiejscowiony w XVIII piwnicy, w którym możemy spróbować ponad 300 win z regionu Karpat.

 

winnica

 

 

 

 

 

 

KONKURS

A teraz niespodzianka dla Was - zapraszam jeśli chcielibyście się wybrać jak ja szlakiem kulinarnym Podkarpackie Smaki spędzając 3 dni w Bieszczadach

 

 

 

Co można wygrać:

 

 

WEEKEND DLA 2 OSÓB  W HOTELU CARPATIA BIESZCZADZKI GOŚCINIEC

 

W ramach bonu podarunkowego zapewniamy:

POKÓJ Z WIDOKIEM: nocleg dla 2 osób w pokoju standard plus (pt/sb, sb/nd)

PODKARPACKIE SMAKI: pełne wyżywienie dla 2 osób (2 śniadania, 2 obiady, 2 kolacje)

DEGUSTACJĘ: wina karpackie i podkarpackie sery

AKTYWNOŚĆ: możliwość wypożyczenia bezpłatnie rowerów dla 2 osób na cały dzień (sobota)

RELAKS: godzinny seans dla 2 osób w SPA i grocie solnej (każdego dnia pobytu)

Bon podarunkowy jest ważny przez okres 6 miesięcy od dnia 1 sierpnia 2014 r.

 

konkurs bieszczadzki

 

 

 

 

konkurs bieszczadzki

 

 

 

 

 

 

 

Co trzeba zrobić:

 

•Wystarczy, że w komentarzu do tego wpisu na blogu napiszecie

jak wyglądałby Wasz szlak kulinarny w województwie podkarpackim (czego chcielibyście spróbować i dlaczego) spędzając weekend w tym regionie

– pomocn może przydać się link www.podkarpackiesmaki.pl

 

•Każdy uczestnik może zgłosić dowolną liczbę prac konkursowych (nie ma ograniczeń!)

podawajcie proszę swoje adresy mailowe - bym w razie wygranej mogła skontaktować się ze zwycięzcą!

•Na zgłoszenia czekam do 30 lipca.

•Koniecznie zapoznajcie się z Regulaminem konkursu.

 

 

 

 

 

 

piątek, 25 lipca 2014, dorota20w
Komentarze
2014/07/25 15:46:35
wow ile pyszności - świetna relacja
-
2014/07/25 15:51:40
Grasica! Bo to chyba jedno z oryginalniejszych dań w ogóle w kuchni polskiej. I jedno z nielicznych, których nie jadłam... Hm... z tym, że właśnie odkryłam, że Polska, a zasadniczo Podkarpackie ma wiele nieznanych smaków mi do zaoferowania. Jak wyglądała by moja kulinarna podróż? Od dawna taką planuję. To znaczy, właśnie nie planuję, bo gdybym w nią ruszyła to otwarłabym się na wszystkie smaki. Jeden warunek - jadałabym tylko te rzeczy, których nie znam. I tylko te, robione wedle starych, tradycyjnych receptur. Ach, rozmarzyłam się .... :)
-
2014/07/25 15:55:53
Takiniesmak - dziękuję

Aurora - to prawda podkarpackie to prawdziwa skarbnica nowych, wartych odkrycia smaków - ja poznałam ich ok 30 :)
-
2014/07/25 20:34:35
W Bieszczady powracam myślami w każdej wolnej chwili, choć od ostatnich wędrówek po połoninach minął prawie rok. Wystarczyłby mi powrót do podpłomyków pieczonych na ognisku nad niebem pełnym gwiazd, które tylko tam wydają się na wyciągnięcie ręki, do buzi umorusanej jagodami prosto z krzaka i porannych powrotów do chaty z koszem pełnym grzybów. W Bieszczadach pierwszy, i jak do tej pory ostatni, raz jadłam smażone purchawki (i do tej pory żyję!) i chociaż wtedy do szczęścia po całodniowych wędrówkach wystarczała puszka konserwy na świeżym chlebie prosto z pieca i herbata ze swojskim zakrapianym kompotem ze śliwek, to chętnie spróbowałabym dania z dużą ilością świeżych grzybów prosto z pobliskiego lasu, za to Mąż (który za grzybami nie przepada) podpowiada królika, którego oboje zawsze chcieliśmy spróbować. I oboje chcielibyśmy przeżyć podróż poślubną w Bieszczady sprzed roku raz jeszcze!

Pozdrawiam serdecznie!
-
2014/07/25 20:37:46
PatK - podróż poślubna w Bieszczadach? bajecznie! i jak to smażone purchawki? to one jadalne są??
-
Gość: AgaL, *.free.aero2.net.pl
2014/07/26 18:45:05
Jeśli bieszczady to chleb pieczony na maślance i pyszne miody z pobliskiej pasieki.
-
2014/07/26 21:47:59
AgaL - chleb na maślance? sama chciałabym spróbować a miody tamtejsze jeszcze przede mną :)
-
2014/07/26 21:56:48
Zawsze marzyliśmy z Mężem o wyjeździe w Bieszczady tylko we dwoje - wcześniej zawsze mieliśmy pod opieką dzieciaki, najpierw jako instruktorzy ZHP, później jako wychowawcy kolonijni - a to kończyło się tym, że Mąż szedł z przodu prowadząc grupę a ja na końcu poganiając najbardziej marudzących - "Ale proszę pani, ja już nie mogę...." itd :) Właśnie dlatego na swoją podróż poślubną wybraliśmy akurat te polskie góry. Ile było radości z opowiadania tej historii przemiłym ludziom, którzy podwozili nas z Kalnicy, w której mieszkaliśmy, na szlaki, gdy zatrzymali się na naszego "stopa"!
-
2014/07/26 22:04:40
PatK - węszę miłośc do Bieszczad :) cudna opowieść - dziękuję
-
Gość: Alinka, *.189.223.9.skyware.pl
2014/07/27 11:08:35
Mój prywatny kulinarny szlak kulinarny zaczęłabym od smakow które juz kiedys poznałam będąc w Karczmie Jadło Karpackie w Sanoku- bardzo mnie zaskoczyła prostota tego dania a jaki smak... Zalewajka na maślance z kminem. Lekko kwaśnwa, ale jako fanka wszelkiego rodzaju zup stwierdziłam, że była ona przepyszna:) No a drugim smakiem który miałam juz przyjemność poznać będąc w Oberży Zakapior w Polańczyku były Werenyky Hryczane czyli pierogi z kaszą gryczaną, cebulą,pokrzywą i czosnkiem niedźwiedzim - ciekawy, zupełnie nieoczekiwany smak. Przeglądając ofertę podkarpackiego szlaku turystycznego stwierdziłam ze mam do poznania jeszcze móstwo ciekawych potraw. Napewno zaczełabym od wizyty w Bachórzu aby skosztowac słynnych proziaków i mam nadzieje poczuć smak dzieciństwa który, pozostał mi w glowie-smak proziaków ktore robiła moja babcia :) Kolejnym miejscem do odwiedzenia byłaby Wilcza Jama w której znainteresowala mnie Zupa Mysliwska z Jelenia(jak juz wczesniej wspomniałam jestem miłośnicką zup - a ta jeszcze jest z jelenia!! hmmm.. juz mi slinka cieknie i ciekawośc rozpiera ;) ). Musze powiedziec róznież że zaczarowały mnie twoje zdjęcia Czulentu i wychwalanego przez Ciebie Klepaka. Napewno będąc "na szlaku" to byłyby równiez obowiązkowe dana do sprobowania :) Jejku albo mi na te wszyskie smakołyki nie starczy czasu albo miejsca w żoładku ale obiecuje że jak coś, to będę sie starać :)
-
2014/07/27 11:17:14
Alinko bardzo dziękuję za komentarz i moc smaków, które sama chętnie bym poznała - proszę zostaw adres mailowy do siebie
-
Gość: Alinka, *.189.223.9.skyware.pl
2014/07/27 11:30:35
lina-ab@wp.pl
-
Gość: Agnieszka, *.warszawa.mm.pl
2014/07/27 17:43:04
Swój podkarpacki szlak kulinarny rozpoczęłabym od proziaków. I tu pojawia się wspomnienie z dzieciństwa, ale też z chwili obecnej, ponieważ mój tato zawsze wspomina o proziakach- prostocie tego dania, ale ich wyjątkowości. Łączą one w sobie też wspomnienia, że kiedy nie było chleba robiło się właśnie proziaki. Stają się one taką okazją do opowieści o dawnych czasach i tego jak to wówczas wyglądało. Kolejnym punktem szlaku byłaby golonka z Pilzna, o której wszyscy znajomi opowiadają, że taka fantastyczna, ale mi jeszcze nie było dane jej spróbować. Zdarzyła się nawet kiedyś taka historia, że przejeżdżając busem przez Podkarpacie jeden z kierowców pytał przez CB Radio co warto zjeść i padła właśnie odpowiedź, że powinien wstąpić na golonkę z Pilzna. Przy okazji wędlin cenię sobie, żeby były one tradycyjne i ekologiczne i tu z chęcią skosztowałabym kiełbasy swojskiej krajanej z Dukli, jest ona wędzona według starego sposobu- w wędzarni z wykorzystaniem zrębków drewna. W okresie letnim odbywa się na Podkarpaciu kilka imprez/ festynów, podczas których można zakupić czy spróbować lokalnych specjałów, przygotowywanych m.in. przez działające prężnie na Podkarpaciu Koła Gospodyń Wiejskich. Mój szlak kulinarny zahaczyłby wówczas o np. Karpackie Klimaty w Krośnie (www.karpackieklimaty.krosno.pl/), podczas których można spróbować zalewajki na maślance, gołąbków bieszczadzkich, pierogów z mąki gryczanej omaszczonych skwarkami czy proziaków. W czasie KK można też popróbować wina węgierskiego czy degustować krośnieński chleb. Przy okazji można też zakupić tradycyjne rękodzieło artystyczne. Kolejnym punktem mojego podkarpackiego szlaku kulinarnego byłyby również Targi Kulinariów w Iwoniczu, podczas których można wypróbować m.in. pysznych pierogów z młodą kapustą i twarogiem, kartaczy, zupy grochowej, pasztetów z grochu czy smalcu z żurawiną. A całość okraszona występami regionalnych kapel ludowych! Podkarpacką kuchnię i jej dania cenię sobie za nigdzie niespotykany smak, bogactwo i naturalność składników.

-
2014/07/27 22:58:56
Agnieszko dziękuję za komentarz - sama spróbowałambym pasztetu z grochu czy smalcu z zurawiną. Podaj proszę swój adres mailowy
-
Gość: Agnieszka, *.warszawa.mm.pl
2014/07/28 08:10:00
agadrukarz86@gmail.com
-
2014/07/28 14:31:55
Na pewno zaczęłabym od proziaków - chodzą za mną od kilku dni, potem byłby rosół z bażanta pyszny i delikatny, gulasz z dzika pyszny i aromatyczny, z dodatkiem fasoli po żydowsku, a na deser sery kozie w każdej ilości i wielu smakach.
A do tego piękne widoki, kieliszek dobrego wina i wycieczka marzeń gotowa :)
pozdrawiam!
-
2014/07/28 14:51:16
Dyrdymałki - kieliszek wina koniecznie - szczególnie z karpackich winnic :)
-
2014/07/28 15:14:58
Nie wiem czy bardziej potrzebuję kulinarnych doznań czy zwyczajnie kontaktu z górami, pewnie jednego i drugiego, ale koniecznie z zapachem tamtejszej łąki. Z mieszanką dziczyzny i lekko ciepłej kaszy pełnej grzybów i skwarek - takiej nie do podrobienia w innych częściach Polski. Chciałabym się w tej sielskiej scenerii delektować fuczkami polanymi sowicie śmietaną, zalewajką pełną ciepłych ziemniaków, proziaków i pierogi, które nie smakują mi nigdzie tak jak w górach. Tylko tam jest w stanie zrezygnować z jedzenia restauracyjnego na rzecz małych, rodzinnych miejsc, w których skrywane są tajemnice kuchni babci i przepisy, które łączą ze sobą dawną Galicję, krainę Łemków czy typową kuchnię bieszczadzką. Spróbowałam wszystkich lokalnych produktów jakie tylko wpadną mi w ręce, nie tyle z łakomstwa, ile z czystej ciekawości nowych smaków i doznań. Nie wiem czy wygram, bo z moim szczęściem najpewniej nie, ale może chociaż tym razem wyrwę się z pracy, żeby z kromką tamtejszego chleba posiedzieć na łące.

Pozdrawiam,
Patrycja
-
2014/07/28 15:22:36
Patrycjo mam wiele wspónego - ja tez potrzebuje kontaktu z górami przynajmniej raz w roku i zawsze staram się próbować wszystkiego z samej chęci poznawania nowych smaków :)
-
Gość: CzwartaNadRanem, *.mielec254.tnp.pl
2014/07/28 20:20:42
Wschodzi słońce. Kiedy zmysły dopiero budzą się do życia, a ciało pozostaje w leniwym letargu, potrzeba doświadczenia czegoś metafizycznego jest przemożna. Metafizycznego... tak, na Podkarpaciu, gdzie udaję się zarówno piórem, jak i myślami, zetknięcie się świata ziemskiego z pozaziemskim jest nadzwyczaj wyraźne. I nadzwyczaj rozkoszne. Poruszając się wzdłuż Bieszczad, lecz nie zapuszczając się w nie, również można znaleźć takie miejsca, które są smaczne dla przeciętnego, jak ja, turysty. Od Sanoka począwszy, przez Zagórz, Lesko i Wetlinę trafiam do Ustrzyk Górnych..., a po drodze, jakże wymagającej i zawiłej, czekają na mnie bujne smakołyki. Symbolem tutejszych specjałów jest klasyczna, drewniana miska, w której podaje się - na styl góralski - potrawy kuchni regionalnej. W największym z miast podbieszczadzkich, Sanoku, specjałami będą: zalewajka na maślance - kwaśna zupa na bazie maślanki z ziemniakami, czy też bandurjanki - placki ziemniaczane w duecie ze śmietaną. Pożywić się takimi regionalizmami można w Karczmie Jadło Karpackie, zlokalizowanej przy sanockim Rynku. Obiekt przykuwa też uwagę od strony artystycznej, odwołując się do tradycji łemkowskiej. Jestem wprost zauroczony! Klimatowi sprzyja właśnie urok tych wnętrz: jakże różnych od standardowych ozdóbek, tu bowiem czuje się ducha Bieszczad. I tak, widząc je zza okien samochodu, przesuwam się do Zagórza i Leska, niewielkich, lecz urokliwych miejscowości, gdzie zasmakuję czegoś innego. Od zawsze kojarzyły mi się te małe miasteczka z odosobnieniem, tu kończyła się linia kolejowa, a ślepy tor zmuszał niejako do odpoczynku i spędzenia nieskromnych chwil przy szklance lokalnego piwa i czegoś na ząb. Mnie przyciągnęła natomiast czysta ciekawość, niczym niewzbudzona: tu pożywiłem się ciepłą, intrygująco brzmiącą zarzucajką, czyli zupą z marchwi, ziemniaków, kiszonej kapusty, boczku i cebuli. Lesko zauroczyło mnie natomiast swą drobnomieszczańską kulturą kulinarną - o ile Sanok i Zagórz oferowały mi bardziej hojne posiłki, tak miasteczko nad Sanem zapachem świeżego bochenka chleba przywiodło mnie do Piekarni Szelc. Tu nie ma żadnego problemu w posmakowaniu ciepłej pajdy ze smalcem na sposób karpacki, do tego ciepła herbata i widok na Rynek po drugiej stronie okna. Podróż goniła mnie swą tajemnicą, tym bardziej, że teraz z furią ciekawskiego turysty wchodziłem w głąb bieszczadzkich pagórków. Złapałem stopa. W między czasie zasnąłem, przyznam się, ale moc atrakcji dla zmysłów była iście porażająca! Wyciśnięty z energii, wysiadłem w Wetlinie, a faktycznie, jechałem dłuższą chwilę... W Chacie Wędrowca tamtejsi właściciele dążą do prostoty, minimalnie ingerując w naturalne aromaty i smaki. Co na mnie czekało? - W menu turysta mojego pokroju kulinarnego znajdzie zapiekane ziemniaki z sosem czosnkowym, żur z kiełbasą i jajkiem, pstrąga górskiego czy ulubioną kwaśnicę. Tak... wybrałem kwaśnicę, smakowała najlepiej w porze obiadowej. I rozgrzała mnie. Wystarczająco. Moja kulinarna mapa Bieszczad nabierała kolorów, a ostatnim punktem miały być skryte w głębi szczytów Ustrzyki Górne. Outsider po każdym względem, zwłaszcza geograficznym. Przywiódł mnie jednak swym odosobnieniem i ciszą, panującą wkoło. Tu kończyło się wszystko. Także moja podróż, stąd pragnąłem zasmakować tam istnego nieba - do nieba tu zresztą blisko. W cieniu Tarnicy stoi Zajazd pod Caryńską. Ostatnia taka restauracja tutaj - dalej samotnie dla samotnych, cicho dla cichych. Zatrzymałem się na moment - zakąsiłem placek po bieszczadzku z dziczyzną, jak przyszło na prawdziwego męskiego turystę. I myślę, że był to zaiste wybór dobry, najlepszy. Wystrój, rzecz jasna, w stylu łemkowskim umilał mi ten posiłek. Ludziebyło niewiele, zresztą, tu trafiają tylko najodważniejsi. Szlak przebyłem. Cóż. Zebrało mnie na refleksje, nieco poetyckie, jednak wiem, że każdy odważny człowiek, poszukujący w kuchni czegoś innego niż kuchnia tradycyjna, odnajdzie tu swoje kulinarne przeznaczenie.
-
2014/07/28 20:29:18
Czwartanadranem - bardzo dziękuję Ci za komentarz - z przyjemnością go przeczytałam - proszę podaj jeszcze do siebie namiary w postaci adresu mailowego
-
Gość: CzwartaNadRanem, *.mielec254.tnp.pl
2014/07/28 20:45:35
Dziękuję Doroto i podaję e-maila: bluesowy@op.pl

Pozdrawiam,
Kamil
-
Gość: toja, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/07/28 22:05:16
Ostatnio byłam w Bieszczadach i Beskidach ponad 20lat temu.Moje górskie wakacje miały smak pieczonej na ognisku kiełbasy i mielonki z puszki.Nawet nie podejrzewałam że przez ten czas tyle się tam zmieniło!Zachywyciły mnie fuczki-takie proste a nietypowe danie.Naleśnik gigant z jagodami i śmietaną wygląda smakowicie.Ale największe wrażenie zrobiło na mnie Ragout bananowe z miętą w cieście filo z musem melonowym.Jeśli tak mają smakować i wyglądać wakacje to chce je przeżyć w górach!Gdybym miała tak cudowne fotki przysmaków na pewno nikt z moich znajomych nie nudziłby się oglądając moje zdjęcia z urlopu :)
wejgela@tlen.pl
-
Gość: joa_anna@o2.pl, 82.160.207.*
2014/07/28 22:14:43
Konkurs konkursem, zacznę jednak od tego, że pierwszy raz widzę tak apetyczne, wysmakowane zdjęcia. Wpadłam przypadkiem, ale czuję, że zostanę na dłużej.

Wybornie byłoby wybrać się w Bieszczady. Mój świeżo poślubiony małżonek uwielbia góry, żona jego uwielbia gotować. Oboje kochamy jeść. Z Twojego przepysznego posta wyłowiłam pierogi, stolniki, których smaku jestem niezmiernie ciekawa, chlipce (koniecznie) i hreczanyki z tym oryginalnym sposobem przygotowania. Do listy dopisałam kiełbasę z fasoli, klepak (czekam na przepis, u mnie jadło się podobnie kluski szare, ziemniaczane, jak zwał tak zwał) i wizytę w winnicy. Wiesz, jak to jest nie pić wina przez całą ciążę i okres karmienia? Gorsze to niż społeczny wymóg niejedzenia kapusty.

Dzięki za podrzuconego linka o podkarpackich smakach. Podobają mi się wiele mówiące nazwy lokali i knajpek. Wpadłabym do Jadła na ogórki w cieście piwnym, koniecznie do Chaty Wedrowca na któryś z talerzy (cudna oprawa graficzna), do Wilczej Jamy na dziczyznę, a w Gospodzie u Więcławów zjem polędwiczki w sosie kurkowym. Jeśli będą pyszne, chętnie edytuję właścicielom menu na stronie. Dobre jedzenie zasługuje na dobrą reklamę. Co więcej, faktycznie nie musi się zasłaniać kebabami i pizzą z pieca. Naprawdę podoba mi się ta inicjatywa. Brawo!

PS. Wiesz, od dawna towarzyszy mi tekst: "a jak się nie uda, to rzucę wszystko w diabły i będę hodować konie w Bieszczadach". Nie znam się na koniach, nigdy nie pojechałam w Bieszczady. Czas to zmienić. Coś czuję, że życie tam mi zasmakuje.
-
2014/07/28 23:15:16
Doroto, czytam Twój wpis i uśmiecham się z rozmarzeniem. Bieszczady - nieustannie, od lat na mojej liście miejsc-marzeń, które koniecznie chcę zobaczyć. Tyle o nich słyszałam, tyle bliskich osób ma je już w sercu, a mnie ciągle nie po drodze... Fascynują krajobrazem, ale równie mocną kuszą właśnie kulinariami. Ileż tu potraw, o których nigdy nie słyszałam; ile dań, których nazwy zachwycają, ciekawią. Tyle wspaniałych składników zaskakująco smacznie połączonych, przygotowanych inaczej niż się tego spodziewamy. Cudowna magia kuchni regionalnej.
Choć to może naganne, ale z pewnością zaczęłabym od naleśnika z jagodami z Chaty Wędrowca. Zobaczyłam go pierwszy raz przed wielu laty w jednym z wydań Kuchni - opisany był tam, jako tajemnicze danie, którego receptury właściciele Chaty pilnie strzegą. To była miłość od pierwszego wejrzenia - przez te wszystkie lata pozostawał w mojej głowie i próbowałam swojej wersji wyobrażając sobie jednocześnie, jak cudownie musi smakować oryginał. Wspaniale, że zasłużył na miano certyfikowanego - brawa dla właścicieli!
Teraz kolej na proziaki - jako osoba wypiekająca domowy chleb, ciekawa jestem tej wersji ratunkowej, jak piszesz:)
Cudownie byłoby posmakować panierowanego i smażonego sera góralskiego i kiszonego bunca, bo wszystko co serowe jest dla mnie prawdziwym rarytasem.
Nie mogłabym odmówić sobie klepaka - jeśli rzeczywiście jest to danie, które łączy uwielbiane przeze mnie płatki owsiane z równie mocno lubianymi kluskami, to po prostu muszę je spróbować.
W karczmie Jadło Karpackie na pewno zamówiłabym zalewajkę na maślance, bo przywodzi mi na myśl pewną piękną historię związaną z moją Prababcią oraz hreczanyki - z miłości do kaszy gryczanej, której smak uwielbiam i lubię go odnajdywać w nowych połączeniach.
Na "deser" zostawiam sobie czulent i pierogi z młodą kapustą i twarogiem:)
Jak widać moja podróż geograficznie byłaby być może dość kręta i zawiła, za to kulinarnie bardzo przemyślana i na pewno wymarzona, ale w końcu Bieszczady są stworzone do takiego smacznego błądzenia.
Pozdrawiam,
Anna Maria
kucharnia@wp.pl
-
2014/07/28 23:18:36
toja, joa_anna, kuchania - bardzo Wam dziękuję za komentarze - z przyjemnością przeczytałam
-
Gość: Anna M, *.189.223.9.skyware.pl
2014/07/29 11:59:13
Widzę że, niektórzy mają problemy ze zrozumieniem tematu ;) To chodzi o szlak kulinarny na podstawie karpackiego szlaku kulinarnego a nie opowiesci wychwalające piękno Bieszczad czy opisów imprez organizowanych przez koła gospodyń wiejskich;)
-
2014/07/29 12:23:32
Anna M - nie okrajałabym tego tak ściśle - każdy może ułożyć lub powspominać własny bieszczadzki szlak i smaki których chciałby spróbować, albo próbował - link do karpackiego szklaku kulinarnego jest możliwością poszukania inspiracji, punktem wyjścia a nie zamkniętym zakresem działania :)
-
Gość: Anna M, *.189.223.9.skyware.pl
2014/07/29 13:07:57
Ok, to może sama również napisze cos o własnym jak znajde czas :) pozdrawiam, Anka :)
-
2014/07/29 13:09:34
zapraszam serdecznie :)
-
2014/07/29 14:43:26
Od dawna sprawdzam kulinarne imprezy w moim regionie i w całej Polsce. Bardzo podoba mi się, że od kilku lat na nowo powraca się do dawnych, tradycyjnych i regionalnych smaków. W końcu miasta i regiony nie prezentują się jedynie przez sport i festiwale muzyczne, a przez coś, co jest najważniejsze w życiu każdego z nas jedzenie. Uwielbiam poznawać kuchnie regionalne, dlatego, gdy gdzieś wyjeżdżam to staram się wcześniej poszukać informacji o festiwalach kulinarnych czy dobrych restauracjach z lokalnym jedzeniem. Na Podkarpaciu w najbliższym czasie, bo już 3 sierpnia, odbędzie się Festiwal Kultur i Kresowego Jadła w Baszni Dolnej. W ramach festiwalu odbędzie się konkurs kresowego jadła, w którym wezmą udział kobiety z Kół Gospodyń kto inny niż one będzie lepiej znać tradycyjne, podkarpackie potrawy? Bardzo chciałabym spróbować proziaków, różnych rodzajów pierogów (jest ich naprawdę wiele!) czy miodu spadziowego 0swoją drogą oznaczonego znakiem ChNP a tych wyszukuję szczególnie). Chętnie poznałabym też smak panepuchów czy sera wielkanocnego, który chciałabym porównać z tym, który robi moja teściowa. Ale najbardziej nazwą i składnikami zachwyciły mnie fujarki pastusze. Jako, że uwielbiam kaszę gryczaną to nie odmówiłabym też zjedzenia gołąbków z kaszy gryczanej z tartymi ziemniakami i sosem grzybowym brzmi to przepysznie. Na koniec najchętniej posmakowałabym gruszek w syropie miodowym i jednej z regionalnych nalewek wiśniówki lub pigwówki.

Powrót w Bieszczady po kilku latach byłby cudownym doświadczeniem - tam oświadczył mi się mój Mąż :)


kontakt@pasjasmaku.com
-
2014/07/29 14:54:51
Podkarpacie to proziaki
Właśnie takie mam dziś smaki
Dobry barszczyk na zakwasie
Na to namówić dam się
A do tego naleweczki
Trochę miodu i gruszeczki
Owocowe zupy pyszne
Serów wybór rozmaity
Smak lata w butelki nabity
Do wojaży zachęcać nie trzeba
Tam właśnie mam swój kawałek nieba

kontakt@pasjasmaku.com
-
2014/07/29 14:57:08
Edyto dziękuję za twój komentarz i wierszyk :)
-
Gość: martulcia@poczta.onet.eu, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/07/29 15:30:07
W podkarpackie rejony udałabym się na łowy,
Chętnie bym coś skosztowała
i wesoło zaśpiewała.
Myślę, że skosztuje wiele,
bo My już są przyjaciele.
Derenia bym smakowała
i chlebem regionalnym przegryzała.
Miodu bym się napiła
i olejem podkarpackim przepiła.
O pasztecie z pierogami,
to już w nocy śnie czasami,
Bo wy dobre jadło macie,
Ale czy ślązakom dacie?
-
Gość: martulcia92, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/07/29 15:32:33
W podkarpackie rejony udałabym się na łowy,
Chętnie bym coś skosztowała
i wesoło zaśpiewała.
Myślę, że skosztuje wiele,
bo My już są przyjaciele.
Derenia bym smakowała
i chlebem regionalnym przegryzała.
Miodu bym się napiła
i olejem podkarpackim przepiła.
O pasztecie z pierogami,
to już w nocy śnie czasami,
Bo wy dobre jadło macie,
Ale czy ślązakom dacie?
-
Gość: Piotrek, 195.191.162.*
2014/07/29 17:26:00
Z dziewczyną chętnie spróbowalibyśmy chyba wszystkiego :) Ale pewnie nie starczyłoby nam na to czasu przez tydzień albo i dwa. Ja - jak prawdziwy mężczyzna ;) - uwielbiam każdą potrawę, w której jest mięsiwo. Myślę, że na Podkarpaciu nie miałbym z tym problemu. Gdybym musiał wybrać jedną potrawę, to umarłbym z głodu, bo nie mógłbym się zdecydować. Schab, dziczyzna, kiełbasy swojskie, zrazy, pasztety - zdecydowanie nie można nie spróbować wszystkiego. Dziewczyna za mięsem nie przepada, ale wszystko, co ze świeżymi warzywami jest idealne dla niej, szczególnie kapusta: młoda, kiszona, podsmażana - każda :) I słodycze regionalne, ich też nie mogłoby zabraknąć w naszej kulinarnej wyprawie w Bieszczady. Nie wiem tylko, co na to nasz dentysta...

Pozdrawiam,
Piotrek

polak1111@o2.pl
-
2014/07/29 17:40:53
Martulcia92, Piotrek - dziękuję wam ze dorzuciliście się ze swoim słowem :)
-
Gość: Edka767, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/07/29 19:55:25
Nigdy nie byłam na Podkarpaciu . A z opowiadań znajomych którzy spędzili tam urlop, ze zdjęć i porad na różnych forach internetowych dotyczących odpowiedniego miejsca na spędzenie kilku dni wiem, że to miejsce było by spełnieniem moich marzeń, dosłownie oazą w której nie tylko bym się wyciszyła, zrelaksowała i odpoczęła, ale także zaznała uczucia doskonałości, poznała nowe smaki, kulturę, nowe cudowne miejsca ! Ślinka mi cieknie na myśl, że mogłabym się zajadać tymi wszystkimi wspaniałościami (a łasuch ze mnie niesłychany ). Uwielbiam próbować, delektować się i również samodzielnie pichcić ! :)


Spędzając weekend w regionie Bieszczad , w pięknym województwie podkarpackim chciałabym aby mój szlak kulinarny był urozmaicony i wzbogacony o jak największą liczbę dań, potraf czy przekąsek, których nie próbowałam, które rozpieszczą moje podniebienie, i dadzą poczucie sytości, a w efekcie zadowolenia. :)

A więc mój szlak kulinarny zaczął by się od Proziaki z masłem czosnkowym . Czemu ? Do niedawna nienawidziłam czosnku . A odkąd namówiona przez chłopaka go spróbowałam, to jadłabym z nim niemalże wszystko, i uwielbiam próbować nowości z jego dodatkiem. To było tak na dobry początek. By w między czasie coś przekąsić zdecydowałabym się na Sałatka z grillowanym kurczakiem , mam słabość do sałatek wszelkiego rodzaju, zwłaszcza latem, a takiej sałatki jeszcze nie próbowałam, i chcę poznać jej smak ! Oooo i taką podkarpacką grochówkę . Mmmm . Może przypomniałby mi się smak tej, którą gotowała dla nas moja kochana babcia ! Niesamowite wspomnienia ! Nie obyło by się także bez spróbowania wspaniałego połączenia które działa na moją wyobraźnię , czyli Filet z kurczaka w migdałach a do tego placki ziemniaczane w sobie grzybowym . Mmm. Także ciekawie byłoby spróbować Pierogi z kapustą kiszoną i grzybami bo przyznam, że takie połączenie jest dla mnie nowością . Jako że nie jadłam nigdy Talarków to i je warto było by skosztować . A na lekki deserek naleśniki z prażonymi jabłkami . :)

Nie obyłoby się też bez próby dania Gulasz z sarny z borowikami coś dla mnie niecodziennego, nowego i kuszącego . Do tego Kopytka . A z zup ? Ojj uwielbiam Supy ! A więc obowiązkowo musiałabym skosztować Czanachy (zupa z fasoli i mięsa), Łewsz (coś na wzór zupy ziemniaczanej) , Chlipce z sosem pieczarkowym . :)

Tak więc kraina Bieszczad kusi mnie niesłychanie,
Tam pyszne kolacje, obiady, znakomite śniadanie!
Przekąski, zupy, dania czy inne przystawki ,
O które prosiłabym zapewne o dokładki !
Kuchnia podkarpacka kusi mnie smakołykami,
I tymi pysznymi niby góralskimi serami !
Na samą myśl o tym, że mogłabym to wszystko kosztować,
Że mogłabym się tym wszystkim delektować,
Sprawia, że na twarzy widnieje szyderczy uśmieszek


Kuszą mnie podkarpackie strony nie tylko zwiedzaniem ale i jedzeniem,
Pobyt tam weekendowy może stać się moim spełnionym marzeniem !
Cudowne jedzenie, piękne widoki i dużo różnych miejsc do zwiedzania,
To byłby idealny czas do nowego jedzenia i odpoczynku próbowania !
edka767@gmail.com



-
2014/07/29 20:44:21
Edka767 - jadłam na podkarpaciu gulasz z sarny w Wilczej Jamie i musze przyznać, ze był wyśmienity - polecam! Dziękuję za udział w konkursie !
-
Gość: Edyta Ooo, *.ip4.artcom.pl
2014/07/29 22:42:03
Znacznie prościej i szybciej byłoby wymienić, czego bym nie chciała spróbować - grasicy i zalewajki na maślance ( na sama myśl o kminku przestaje być głodną). Pozostałe dania sprawiają, że mogłabym zamieszkać w Bieszczadach na stałe. Każda kolejna prezentowana potrawa na blogu wydaje się być smaczniejsza od poprzedniej. Chociaż na pierwszy plan wysuwa się Czulent - jako dziecko dość często jadłam u babci pęczak ( potocznie "pocok"). Do tego wszechobecna kapusta kiszona, fasola, ziemniaki, sery - raj dla podniebienia! Już słyszę w myślach słowa narzeczonego - "Jak będziesz to wszystko jadła, to Ci bebzolek urośnie".

Oczywiście oprócz kulinarnej wyprawy, postawilibyśmy na krajoznawcza. Kochamy góry i każde wakacje w nich spędzamy. Do tej pory mieliśmy okazję zwiedzić Tatry, Karkonosze, Beskid Śląski oraz najbliższy mojemu sercu Beskid Sądecki. więc chyba pora na Bieszczady. Tym bardziej, że narzeczony ostatnio mi marudził, jak to pięknie jest w Polańczyku..."bo kumpel był i mi polecił".
-
2014/07/30 09:40:40
Ile tu skarbów! Czekam z niecierpliwością na przepis na proziaki.
-
Gość: agnieszka w, *.ssp.dialog.net.pl
2014/07/30 10:20:15
Mój kulinarny smak na Podkarpaciu zdecydowanie podążałby tam, gdzie akurat wydarzają się imprezy folklorystyczne, a jest ich tu nie mało. Nie tylko umożliwiłoby to próbowanie potraw w świetnej atmosferze, ale najczęściej byłyby to potrawy przygotowywane lokalnie, wspierające miejscowych ludzi. Najczęściej jedzenie na takich imprezach przygotowuje miejscowe Koło Gospodyń Wiejskich i jest pyszne :). Zaczęłabym od Baszni Dolnej, gdzie panie robią przepyszne nalewki - kawowa nie ma sobie równych :). Potem pojechałabym do Dwernika, na Bieszczadzkie Święto Jagody, oczywiście na Jagodowe Przysmaki. X Spotkania folklorystyczne w Łękach Dukielskich byłyby okazją do zasmakowania miodu spadziowego (z Chronioną Nazwą Pochodzenia), a Zyndranowa ze swoim Muzeum umożliwałaby mi sporóbowanie łemkowskich pyszności. A już na sam koniec pojechałabym do Baligrodu, na Jarmark Karpacki, gdzie bezczelnie zjadłabym watę cukrową na patyku :). Dlaczego taki akurat wybór? bo lubię to, co wytwarzane lokalnie, a jeśli jeszcze do tego można pośpiewac, pograc i posłuchac muzyki to smakuje jeszcze lepiej:)
-
2014/07/30 10:31:14
Edyta Ooo - dziękuję za komentarz, podaj proszę sój adres mailowy

nisab.a - proziaki już wkrótce :)

agnieszka w - dziękuję za twoją wypowiedz, , podaj proszę sój adres mailowy

-
Gość: justina-89, 91.240.130.*
2014/07/30 13:03:41
Podkarpacie jest nieodkryte nie tylko na mapie turystycznej, ale również tej smakowej. Pani Doroto! Z przykrością muszę oskarżyć Panią o spowodowanie zamoczenia klawiatury, bo czytając Pani wpis śliniłam się jak bokser! Tyle pięknych zdjęć i te opisy!
Gdybym sama miała możliwość udać się na weekend w Bieszczady chciałabym poznać ich wszystkie nieodkryte i dotąd owiane tajemnicą smaki. Rozpoczęłabym od smażonego sera góralskiego. Z lat dzieciństwa pamiętam jak jadłam taki ser, ale na Słowacji.
Z pewnością wstąpiłabym do Jadła Karpackiego na Hreczanyki. Uwielbiam gołąbki z kaszy gryczanej, dlatego z chęcią spróbowałabym również ich ukraińskich odpowiedników.
Kolejnym przystankiem w mojej Bieszczadzkiej Pętli byłaby Oberża Zakapior, gdzie zamówiłabym Moskołok. W tym roku odkryłam smak bobu i bardzo ciekawi mnie jego połączenie z kruchym i miękkim schabem. Z chęcią spróbowałabym również Kaszełynik Łemkowski, gdyż uwielbiam kapustę kiszoną, jednak nie miałam jeszcze okazji spróbować jej w połączeniu ze śliwkami.
Zaciekawiła mnie również Zalewajka. Próbowałam wielu zup, jednak nigdy nie miałam przyjemności spróbować takiej z maślanką.
Kolejnym nowo-odkrytym smakiem byłyby bez wątpienia stolniki oraz fuczki. Te ostatnie przygotowuje czasami w domu, ale z cukinii, dlatego jestem ciekawa jak smakują wykonane z kapusty kiszonej.
Mój mąż nazwałby Szymkówkę rajem z cegły. A raczej z cegłą! Uwielbia takie proste dania, które zaskakują wachlarzem smaków. A ja z radością zawitałabym do Wilczej Jamy, gdyż (wstyd się przyznać) nigdy nie jadłam dziczyzny.
A na sam koniec zawitalibyśmy do Komborni na degustacje win.
Hm tylko czy weekend w Bieszczadach wystarczy, by odkryć te wszystkie smaki oraz zaczerpnąć gór?
Pani Doroto ja również czekam na przepis na proziaki.
Chyba, że będzie dane spróbować ich w Bieszczadach.
-
2014/07/30 13:12:21
Gość: justina-89, 91.240.130.8* - bardzo dziękuję Ci za komentarz - proszę podaj jeszcze do siebie namiary w postaci maila
-
Gość: justina-89, 91.240.130.*
2014/07/30 13:29:40
justina-89@o2.pl
pozdrawiam
-
Gość: Kamil, *.189.223.9.skyware.pl
2014/07/30 13:52:20
Tamtego roku zrobilismy sobie z żoną wypad w Bieszczady bo był to najlepszy z możliwych pomysłów na weekend. Również od strony kulinarnej. Wracając z wędrówki zawitalismy do Oberży Biesisko.Jedlismy tam fuczki w wersji z baraniną oraz ze śmietaną,doskonałe pierogi huculskie,coś jak ruskie tylko że, razowe z bryndzą oraz pierogi bojkowskie, aromatyczne nadzienie z kaszą gryczaną. A zupa czosnkowa serwowana w tym lokalu to poprostu poezja - dawno nie jadłem czegoś tak dobrego - kremowa, aromatyczna, z grzaneczkami na wierzchu.Do tego ogromny wybór piw z małych browarów. Prawdziwy raj!
Mimo że, mój apetyt został całkowicie zaspokojony nie mogłem oprzeć sie namowom mojej żony by odwiedzić sławetną Chatę Wędrowca w Wetlinie aby zasmakować naleśnika giganta z jagodami,który miał być deserem a dostając talerz okazało sie że, to był kolejny spory, konkretny posiłek. Na szczęście zostaliśmy poinformowani, że jest możliwość zamówienia połowy naleśnika, bo gdyby nie to nie dalibyśmy rady tego spałaszować. Musze przyznać, że choć nie przepadam za potrawami "na słodko", to naleśnik pierwsza klasa,puszysty,przypominający swym wyglądem racucha,ale nie smakujący jak racuch.I do tego lemoniada domowej roboty-mała rzecz a cieszy.
Podczas tej naszej tour de Bieszczady wraz z żona zajrzałem również dwa razy do Oberży Zakapior w Polańczyku- pierwszy raz szukając jako chyba typowy mięsożerca lokalnej kuchni z baraniną, drugi raz był konsekwencją pierwszej :). Jagnięcina w liściach chrzanu pyszna, aromatyczna, wizualnie też prezentująca się pierwsza klasa.No i nie moge nie wspomnieć o zupie która zamówiłem mówic szczerze z czystej ciekawosci- Zupa Dupa- jest to zupa ze śliwkami i grzybami, bardzo smaczna i dość sycąca.
Jako wielbiciel wszelkiego rodzaju mięsa miałem to szczęście będąc właśnie w Polańczyku trafić na jakiś jarmark wyrobów tradycyjnych a z czego większość to były kiełbasy i inne wyroby mięsne. Można było kupic sobie kupic "za grosze"kawałeczek kiełbasy,czy plaster pasztetu.Ja jednak po degustacji wiekszości produktów wyprosilem jedna z pań aby sprzedała mi swój wspaniały wyrób w słoiku. Było to jakby mięso kiełbasiane, z galaretką która się sama z mięsa wytworzyła podczas wypiekania. To było poprostu genialne!! Niestety nie pamiętam skad pochodził ten specjał i jak sie fachowo nazywa ale teraz wiem ze jesli kolejny raz uda mi sie wyjechac w bieszczady będę również poszukiwac tradycyjnych wyrobów wędliniarskich bo są one najlepsze na świecie!!
Po tej ostatniej podrózy w bieszczady próbując tego co ma do zaoferowania tamtejsza kuchnia marze aby tam powrócic i znów dać sie porwac tym smakom i aromatom. Bieszczdzka kuchnia jest niepowtarzalna bo jest połączeniem wielu tradycji kulinarnych.Jestem ogromnie ciekaw potraw kuchni żydowskiej a przedewszystkim czulentu który serwują w sanockim "Karpackim Jadle"bo sama mysl o połączeniu mojej ulubionej kaszy jeczmiennej(znanej tylko w wersji krupnikowej) z mięsem i fasolą pobudza we mnie ogromy apetyt.No a po zasmakowaniu już w kuchni bojkowsko-łemkowskiej to jestem całkowicie w niej zakochany. Dlatego też kolejnym moim obowiazkowym punktem programu bedą huculskie czanachy oraz smażony wedzony ser-nie powiem, że nie znam tego smaku, bo jadlem takie danie bedąc kiedy na Słowacji ale cięzko sie powstrzymac aby znów tego nie spróbować a w dodatku jeszcze ten ser jest wędzony!
I jest jeszcze jedno miejsce które napewno bym odwiedził wracając z Bieszczad aby sprobować kuchni wegierskiej która równiez miała wpływ na karpacką sztukę kulinarną-jest to zajazd Magyar.Chetnie zjadłbym tam polecaną węgierska zupę rybną a moja żona serwowany tam deser-krem z kasztanów. Szczerze mówiąc tego ostatniego też jestem ogromnie ciekaw :)
A tak na koniec jako cos godnego polecnia do przegryzania w drodze w Bieszczady- to warto wstapic do Ulanowa po Flisackie Chrupaczki. To rodzaj ciasta z mąki, jaj, mleka, słoniny i cukru. Naprawdę coś ciekawego w odpowiedzi do dzisiejszych niezdrowych przekąsek.Podobno nie wysychają i długo zachowują świeżość, nie moge tego potwierdzic bo u nas nie poleżały długo;)
-
2014/07/30 14:01:54
Kamilu
dziękuję Ci za komentarz - proszę podaj jeszcze do siebie namiary w postaci maila


-
Gość: Kamil, *.189.223.9.skyware.pl
2014/07/30 14:08:00
cekolek@op.pl

pozdrawiam
-
Gość: Martulcia92, *.unknown.vectranet.pl
2014/07/30 19:49:47
imgur.com/FFqWuvx Tak na szybo, tak wytrwale, ale szczerze!:)
-
Gość: sawi777, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/07/30 19:53:00
W Bieszczadach byłem... w sumie trzy razy, dwa nad Soliną i raz w okolicach Połonin :) urzekło mnie kilka miejsc które mogę polecić w ciemno. Pierwsze to mały bar w Ustrzykach Górnych gdzie jadłem najlepsze pierogi w życiu. Dodatkowo polecam wcześniej wejście na Tarnice - wtedy smakują już niebiańsko. Następnie poszedłbym do Wetliny - Chata Wędrowca, siedzenie do późnych godzin nocnych nad kuflem piwa i z gitarą w tle i smażonym serem na talerzu :) kolejny punkt na trasie - Siekierezada i chociaż potrawy mogą być dość pospolite, to samo miejsce już takie nie jest i zawsze z chęcią będę tam wracać. Następnie udałbym się gdzieś gdzie można spróbować bieszczadzkich kryszy - polecanych przez pewną znaną piwowarke, a jako, że cenię sobie dobre piwo zaufam jej w 100%. I dlatego ostatnim drugim punktem mojego szlaku byłyby bez wątpienia Uherce i możliwość spróbowania świeżego złotego trunku od Ursy Maior :) Wiem że ubogi byłby to szlak, ale prostota jest najlepsza a nawet zwykłe potrawy w magicznych miejscach smakują jakoś... nieziemsko.
-
2014/07/30 20:27:53
Najchętniej spróbowałabym dziczyzny: carpaccio z sarny, pieczeń z dzika - to cos, czego sama nie hestem w stanie zrobić, a co jest takie nasze, polskie. Uwielbiam czulent i chetnie próbuje rożnych wersji, bo każdy, kto go przyrządza, nadaje mu niepowtarzalny smak. Mojej małej córce przypadłby do gustu pasztet z grochu, zaś synowie zajadaliby sie serem, jako dzieci serojady. Myśle, ze wyprawa w Bieszczady byłaby dla naszej piątki niezapomnianym czasem, spędzonym razem, wsród pięknych krajobrazów, czystego powietrza. Otoczeni miłością smakowalibysmy wszystkich potraw wspólnie, ciesząc sie swoim towarzystwem, a po obfitym jedzeniu odbywalibysmy długie spacery. Bo to, co nas cieszy, to piękny widok, bycie razem i dobre jedzenie. Rano budziłby nas śpiew ptaków, a wieczorem zasypialibtsmy wtuleni w siebie, na wielkim małżeńskim łożu, w piątkę. ...
-
Gość: Memos, *.interq.pl
2014/07/30 21:08:52
Chleb ze smalczykiem i kiszonym ogórkiem. Nigdzie nie jadłam tak dobrego jak w słynnej Siekierezadzie w Cisnej. Poemat- nic dodać, nic ująć. Smak, który się pamięta...
Memos@onet.pl
-
2014/07/30 21:13:04
Martulcia92, sawi777, proszę podajcie adresy mailowe
-
Gość: qwe-1989, 91.240.130.*
2014/07/30 22:15:39
Gdy byłam dzieckiem często spędzałam wakacje u babci w Bieszczadach. Dlatego na pytanie czego warto spróbować w Bieszczadach odpowiem nieco inaczej. Nie będzie nazw restauracji czy knajp. Nie będzie tajemniczo-brzmiących nazw potraw. Będą wspomnienia kobiety, która będąc dzieckiem biegała po bieszczadzkich łąkach...
Nie wiem jakim szlakiem należałoby podróżować, by odnaleźć te "dania" i odkryć te smaki jednak polecam je każdemu, kto będzie miał okazję, by ich poszukać.
1. Plastry ziemniaków pieczone na blasze pieca - czarne, zwęglone, miękkie w środku. Zdrowy, pyszny, ciekawy odpowiednik dzisiejszych chipsów.
2. Gotowane ziemniaki utłuczone, polane cebulką przysmażoną na smalcu + maślanka bądź kefir.
3. Pierogi ruskie "rwane" - zamiast rozwałkowywania ciasta moja babcia urywała po kawałeczku, formowała w dłoni i wtedy lepiła pieroga (uwierzcie, że smakują inaczej niż "wałkowane").
4. Kluski gotowane na mleku z przysmażoną na maśle bułką tartą.
5. Zupa szczawiowa.
6. Szczaw ssany na łące (tylko nie może być zbyt dojrzały).
Polecam każdemu, kto poza zwiedzaniem zapory na Solinie pragnie poznać prawdziwe Bieszczady.
qwe-1989@wp.pl

-
2014/07/30 22:36:30
30 lat temu, rozłożyła mnie choroba akurat, gdy cały szczep wyruszał na słynny rajd bieszczadzki. Do dziś żałuję, że nigdy potem nie udało mi się zdeptać bieszczadzkich traktów inaczej niż w piosence przy ognisku. Po 30 latach na podkarpaciu byłam tylko raz i jeszcze raz kiedyś przezeń przejeżdżałam. To piękny rejon Polski i w końcu muszę nadrobić zaległości w jego poznawaniu. Tym razem już z gromadką dzieci 
Mam taki plan, by urwać się kiedyś na weekend w Bieszczady , może z namiotami, deptać połoniny i karmić się gwiazdami. Ale, że nie da się wyżyć gapiąc się w niebo, poszukałabym lokalnych smaków.

Prawdopodobnie przygodę kulinarną na podkarpaciu rozpoczęlibyśmy od potraw... flisackich, czyli chleba flisackiego (chrupackiego), którym zajadalibyśmy się na spławie Sanem w Ulanowie. Na chlebie by się nie skończyło, bo jest jeszcze barszcz flisacki serwowany na galarach, a na rzece wszystko smakuje wyjątkowo.
Kolejnym etapem kulinarnego szlaku podkarpacia, byłaby wizyta w karczmie Pod Semaforem na Pogórzu Dynowskim, o którym piszesz i osławiony żurek dynowski (jadłaś??) oraz proziaki z masłem czosnkowym. Ciekawe czy można tak całkiem indywidualnie zamówić u nich warsztaty kulinarne?
Po regionalnej, treściwej kuchni, dla zachowania kondycji przejechalibyśmy się wąskotorową drezyną. No ja oczywiście nie będę pompować od czegoś ma się nastoletnich synów  Po drodze zajrzelibyśmy jeszcze do piekarni w Dynowie po chleb dynowski, który przyda się na ostatni posiłek dnia, który planujemy zjeść pod lasem. Wieczorem z namiotami i śpiworami, może nawet gitarą zawitalibyśmy w Rzepniku u Łukasza Łuczaja i nastawilibyśmy w dole ziemnym wiejską kurę do pieczenia, obłożoną dzikimi roślinami, wykopanym pod lasem topinamburem i cebulkami czosnku niedźwiedziego. No może to nie jest "tradycyjne danie podkarpackie", ale w końcu najsłynniejszy dziki kucharz Polski mieszka właśnie na podkarpaciu i żal byłoby nie zjeść z nim kawałka lasu i łąki.
Wczesnym świtem, po jajecznicy z krwawnikiem smażonej na kamieniach, wyruszylibyśmy w dalszą drogę - do najdalszego zakątka wędrowców. Po drodze koniecznie apetyczny przystanek się w Sanoku na hreczanyki jako, że ogromnie mnie interesują smaki z kaszą gryczaną. A dalej to już prosto do Ustrzyk Dolnych, gdzie idąc za Twoją podpowiedzią zajrzałabym do Kawiarni Młyn na kisełycię (mój dziadek tak właśnie jadał ze mną żur! z ziemniakami z omastą podawanymi osobno, cudowne wspomnienia!) i klepak, którym mnie także zainteresowałaś.
Kolejnym punktem, a w zasadzie najdalszym z dalekich punktów podróży byłaby Chata Wędrowca w Wetlinie (z zazdrością i tęsknotą podglądana przeze mnie na Fb). I tu oczywiście baraninówka i szabo. A teraz byłaby przerwa, dłuższa, na wędrówkę, spacer, posnucie się z aparatem i nawdychanie wetlińskiego wieczornego powietrza. W Chacie chętnie zostalibyśmy na noc, by rankiem zamówić na śniadanie (zapewne jeden na nas pięcioro) osławiony naleśnik gigant z jagodami.
Dalszy etap to koniecznie Komańcza, gdzie zatrzymalibyśmy się po owczy bundz i kozie sery (zakupy serów !!) a także baraninę i bieszczadzką kiszkę w Restauracji Pod Kominkiem.
W drodze dalszej drodze odwiedzilibyśmy dawny sztetl Jaśliska, którego historia sięga XIV wieku licząc, iż gdzieś w okolicy uda się trafić na karczmę żydowską. Z Jaślisk zmierzalibyśmy prosto do Magorskiego Parku Narodowego, gdzie powstaje cudowny miód podkarpacki spadziowy ChNP (czytaj : zakupy, spore) i to w zasadzie koniec podróży. Ale nim do domu, tuż po przekroczeniu granicy podkarpackiego, zapukalibyśmy jeszcze do Państwa Apolów w Sękowej, znanych mi już mistrzów prołzioków zwanych proziakami lub prosiakami, czyli chlebków sodowych pieczonych na blasze. Pani Bożena często sprzedaje je na targach kulinarnych, które odbywają się na podkarpaciu. A najlepiej smakują z wyśmienitymi rydzami w śmietanie albo z masłem czosnkowym. O tak, koniecznie chciałabym porównać ich smak do tych, które były pierwszego dnia Pod Semaforem  No i tak się właśnie podkarpacko-kuliarnie rozmarzyłam, a że późny wieczór, to znów zgłodniałam.
-
2014/07/30 22:43:52
Aaaa no i najważniejsze - sama zobacz jaka ładna trasa :) niemal 440km na podkarpaciu + dojazd i powrót of kors. Tu moja osobista mapa w Google :) goo.gl/maps/pDkQI
-
2014/07/30 22:59:56
qwe-1989
ChilliBite
dziękuję wam za udział w konkursie
-
Gość: fomas, *.tktelekom.pl
2014/07/30 23:59:48
Za duże ryzyko...
Ma swój specyficzny urok wędrówka po tej ziemi, gdzie spotkane po drodze kapliczki czy ludzie pracujący w polu lub w gęstwinie wyłaniają się niekiedy zupełnie niespodziewanie zza ściany lasu. Specjalnością, którą można, chce się i należy spróbować są nalewki domowej roboty, bo też skrzętni gospodarze mają do dyspozycji całe bogactwo ogrodu, pól i okolicznych lasów. Koneserzy powiadają, że nalewka powinna być łagodna jak łania i delikatna jak jedwab. Kto raz spróbował takiego specjału, ten wie, że dobra nalewka to prawdziwy skarb i to nie tylko dla smaku, ale i dla zdrowotności jak mawiał Pawlak w filmie Sami swoi. Dopiero wtedy mozna zabierać się spokojnie za rozpracowywanie podkarpackich smaków. A przyznać trzeb, że nic tak nie wzmaga apetytu jak wędrówka i kropla czegoś mocniejszego po zejściu ze szlaku. Jeśli zejść ze szlaku, to rzecz jasna w miejsca, gdzie serwują coś, co postawi nas na nogi, wprawi w dobry nastrój i pociągnie w góry następnego dnia. Placki bo bieszczadzku (tudzież po zbójnicku), naleśniki z jagodami, absolutnie genialny żurek na wędzonce z jajkiem i kiełbasą. Zapyta ktoś: a gdzie tu tytułowe duże ryzyko? Cóż, przyparty do muru ujmę to krótko: najlepszym potwierdzeniem zależności między wędrówką w Bieszczadach a ryzykiem jest efekt tej korelacji - od ponad 4 lat jestem ojcem pary wesołych i rozbrykanych bliźniąt
zjankoff@gmail.com
-
Gość: rak_pustelnik, 193.111.166.*
2014/07/31 12:50:43
Przed każdą wycieczką i podróżą cieszę się jak dziecko, nie tylko dlatego że jadę w nieznane, nowe piękne miejsca.. ale często też nieodkryte kulinarnie, albo też dobrze mi znajome gdzie za smakami tęsknię. Zawsze, ale to zawsze jadąc na wycieczkę czy podróż szukam w Internecie i przewodnikach co by tu dobrego, gdzie by tu coś dobrego.. z czego słynie region.. a może serek, a może naleweczka.. a tu jakiś dobry pierożek.. Zawsze przygotowuję się do wyjazdu pod względem kulinarnym, uwielbiam w nowych miejscach spotykać mieszkańców i rozmawiać z nimi, a jak jeszcze w jakiejś knajpce przysiądzie się właściciel to przy dobrym jedzeniu można nie opuszczać miejsca.
Podkarpackie smaki.
Wycieczkę podkarpacką zaczęłabym od Dni Gminy Cisna w dniach 19-20 lipca 2014 gdzie okoliczne koła gospodyń wiejskich zaprezentują przysmaki regionalne, zostałabym do 25 lipca kiedy to Jaś Wędrowniczek zaprasza na Święto Piwa i próbowałabym regionalnych napitków. Nie mogłabym wyjechać z Bieszczad bez spróbowania chrupaczków, kołdunów, gomółki i karipa po starzawsku, miałąbym problem czy miejsca starczyło by mi na fenomenalny żurek podkarpacki czy proziaki. Wracam często w Bieszczady chociażby dlatego by znów zjeść naleśnik GIGANT z jagodami w Wetlinie.

rak_pustelnik@wp.pl
-
2014/07/31 13:26:24
rak_pustelnik
dziękuję za zgłoszenie, ale konkurs zakonczyl się wczoraj więc nie może być brane pod uwagę
-
Gość: demirja, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/07/31 13:37:47
Hm... wszystko pięknie i wszystko ładnie tylko proszę nie pisz "do wizyty w Podkarpaciu" ... NA PODKARPACIU się u nas tutaj mówi :)

owszem w Bieszczadach
ale na Podkarpaciu :)

sanoczanka
-
2014/07/31 13:46:29



demirja - hej dziękuję za zwrócenie uwagi
-
Gość: Kaja, *.189.223.9.skyware.pl
2014/07/31 20:13:36
Kiedy będzie wpis ,który komentarz wygrał konkurs?
-
Gość: agnieszka w, *.ssp.dialog.net.pl
2014/07/31 21:37:25
dobry wieczór, podaję sój adres mailowy awieszaczewska@gmail.com :)
-
Gość: Kaja, *.189.223.9.skyware.pl
2014/07/31 21:50:03
Dorotko - gdzie mogę przeczytać, który komentarz wygrał konkurs?
-
2015/04/30 11:32:31
Gdybyś była w Szczecinie to zapraszam do fajnej restauracji na Placu Lotników :)
-
Gość: po urlopie, *.dynamic.chello.pl
2017/08/12 22:02:28
Byłem w Polańczyku. W jednej z oberż widziałem danie dnia, gdzie wśród nazw była zupa dupa ( pisownia oryginalna ) Nie spytałem o tę potrawę. Może tu otrzymam odpowiedż co to jest i z czego. Dziękuję za odpowiedż










































































Katalog Smaków - Przepisy kulinarne na każdą okazję i wyszukiwarka przepisów





Akcja: Nie kradnij zdjęć!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...